środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 1: Czerwona poświata

Maggie spojrzała uważnie w moim kierunku, jednak nie zdawała sobie sprawy z mojej obecności. Dzielnie opierała się grawitacji trzymając zaciśnięte dłonie na puszystym futerku sarny. Właśnie uczyła się chodzić, zdecydowanie nie brakowało jej wytrwałości czy pewności w swoich krokach. Po prostu nie myślała nad tym gdzie i jak stawia stópki. Choć wszyscy bardzo dobrze jej pilnowaliśmy, to ciągle pozostawał ten strach, że się przewróci i coś jej się stanie. Od Czerwonej Nocy minął już nie cały rok, w tym czasie opiekowaliśmy się Meg. Karmiliśmy, choć nie zawsze chciała wszystko jeść, kąpaliśmy, mimo, że nie było łatwo, uczyliśmy, na tyle na ile to możliwe w naszym przypadku, bawiliśmy się z nią - i tu akurat nie było problemów. Kiedyś poprosiliśmy wieśniaków o uszycie ubrań dla Maggie. Zgodzili się bez wahania, choć na początku ewidentnie się nie zrozumieliśmy.                                                                                                                                                                                                                                      Mała właśnie wypuściła z rączek futro łani, każdy z nas trwał w gotowości, by w razie potrzeby uchronić ją przed nieszczęśliwym upadkiem. Dziewczynka z rozradowaniem w oczach zmierzała na chwiejnych krokach w stronę małego białego króliczka. Zwierzę zamarło oczekując dalszego rozwoju wydarzeń. Meg i królika dzieliły już zaledwie dwa metry. Nagle rzuciła się w kierunku puszystego kolegi, po czym przytuliła go do siebie. Rozległy się okrzyki radości wśród mieszkańców lasu, wszyscy odwrócili się od swoich zajęć i przyszli świętować to wielkie wydarzenie. Każdy, nawet najmniejszy, jej postęp czy sukces wywoływał niemałe poruszenie. Pokładaliśmy w niej duże nadzieje, gdyż mieliśmy nadzieję, że ona sprawi, iż świat zacznie się liczyć ze zdaniem leśnej społeczności. Dziewczynka roześmiała się widząc zadowolenie na pyskach zwierząt. Chcąc sprawić im jeszcze większą radość, pochwyciła za futro stojącą obok łanię, po czym przeniosła się do pozycji stojącej, ciągle się chwiała, ale ona wydawała się tego nie zauważać. Spojrzała na swoje stopy jakby chcąc nawiązać  z nimi kontakt, wydawała się prosić je o współpracę. Następnie przeniosła wzrok przed siebie, obierając sobie za cel podróży oddalone o kilka metrów drzewo. Zlustrowała uważnie drogę przed sobą. Podniosła niepewnie stopę po czym zanurzyła ją w puszystej, soczyście zielonej trawie. Upewniając się co do bezpieczeństwa gruntu postawiła drugą stopę. Następnie przeniosła tę pierwszą, potem znów drugą, i tak dalej, i tak dalej. Była coraz bliżej wybranego przez siebie dębu, który właśnie przeżywał swoje najlepsze lata. Zapewne był to dla niego ogromny zaszczyt, móc służyć Czerwonej Księżniczce za cel 'podróży'. Kiedy wsparła się drobnymi rączkami na suchej i drapiącej korze drzewa byliśmy pewni. Byliśmy pewni, że pierwsze kroki ku dorosłości już za nią. 

Sześć lat później

 Mała rudowłosa dziewczynka biegła żwawo co jakiś czas przeskakując nad wystającymi spod ziemi korzeniami. Obracała główką w każdą stronę, na jednej skupiając się tylko przez chwilę. Po jej zachowaniu można było się domyślić, iż nie wie na czym zawiesić wzrok, ponieważ wszystko wokół wydawało się być niezwykle ciekawe. Wraz z nastaniem wiosny las powrócił do swej przedjesiennej świetności. Kwiaty rozpostarły swe kolorowe delikatne korony, wystawiając je dumnie ku słońcu. Drzewa zawzięcie bojowały z krzewami o to, które z nich głośniej szumi. Trawa opiekuńczo otulała zmarznięty jeszcze grunt. Ptaki rozgrzewały gardła po mroźnej zimie, a większość zwierząt rozprostowywała swoje zmęczone leżeniem kończyny.  Maggie podśpiewywała pod nosem melodię, którą usłyszała od ptaków, wprawdzie jej wykonanie było całkiem inne niż ''oryginał'', ale ciągle urokliwe. Siedząc na gałęzi z ukrycia obserwowałem jej poczynania, zresztą, robię to już od momentu gdy pierwszy raz ją ujrzałem. Lustrując uważnie otoczenie zauważyłem dziwny cień. Kształtem bliżej nieokreślony, jednak nie utrudniło mi to identyfikacji stwora, wręcz przeciwnie, to tylko upewniło mnie w przypuszczeniach co to może być.
 Od Czerwonej Nocy w lesie pojawiło się wielu gości, nie byli ani oczekiwani, ani mile widziani w naszym domu. Mimo naszych grzecznych próśb, wydawali się nie mieć zamiaru opuszczenia naszego 'domostwa'. Na początku bardzo nam przeszkadzali, ciągle pojawiali się przy Maggie w najmniej oczekiwanych momentach. Nie wiedzieliśmy jak sobie z nimi radzić, długo zastanawialiśmy się nad sposobami zapewnienia Meg bezpieczeństwa, nim jednak zdążyliśmy jakiś wybrać przybysze zmniejszyli częstotliwość swoich 'wizyt'.
 Cień*, taką nazwą ochrzciliśmy te kreatury, wbił spojrzenie swoich ogromnych oczu w dziewczynkę. Nie miałem pojęcia jak zareagować, gdyż jeszcze nigdy żaden z nich nie podszedł tak blisko Maggie. Wyłonił się zza krzewów, tym samym ukazując swe oblicze. Cała jego postać emanowała dziwną aurą, w momencie gdy rozpostarł swą paszczę, szczerząc się do dziewczynki, przestrzeń wypełniła się okropnym zapachem zgnilizny, siarki i mroku. Maggie spojrzała niepewnie na źródło zapachu, widząc ogromne zęby wystające z nadgnitych już dziąseł, cofnęła się szybko o kilka kroków do tyłu. Los, tak okrutny, chciał, że jej nóżka natrafiła na opór w postaci wystającego z ziemi korzenia, pisnęła cicho i upadła. Podparła się drobnymi rączkami, tym samym przechodząc do pozycji półleżącej. Uniosła główkę w górę i spojrzała z przestrachem w oczy Cienia, spod spinki spoczywającej na jej włosach wypadło kilka czerwonych kosmyków. Stwór wyciągnął w jej kierunku swą czarną rękę, była porośnięta czymś w rodzaju futra, które jednak do złudzenia przypominało kurz. Przez ciało dziewczynki przeszedł wstrząs. Na chwilę zapadła cisza, przerywana tylko dwoma oddechami. Jeden z nich rzężący i niski, drugi urywany i roztrzęsiony. Maggie krzyknęła wykorzystując do tego całe powietrze zebrane w płucach.

Nagle wszystko przesłoniło czerwone światło.

 Nie można było niczego dostrzec, między krwistymi strumieniami światła buszował równie agresywny krzyk. Rozdzierający powietrze niczym nóż, rozpaczliwy, szaleńczy. Słysząc to czujesz jak coś chwyta cię za serce, omamia umysł i każe ci być posłusznym. Każe ci upaść na kolana i błagać o wybaczenie. Stojąc na tamtej gałęzi miałem wrażenie jakby wszystko wokół się trzęsło. Nie wiem jak długo to trwało, ale wydawało mi się, że ktoś po prostu wstrzymał czas i włączył niekończące się nagranie. W pewnym momencie nie byłem pewny czy światło zelżało, a krzyk zrobił się łagodniejszy, czy może ja sam powoli zaczynałem ślepnąć i głuchnąć. Jak się później okazało prawidłową była opcja pierwsza. Światło osłabło. Krzyk przemienił się w długi żałosny jęk, zupełnie jakby osoba go wydająca poddała się w walce. Wkrótce światło nie było już światłem, a czerwoną poświatą. Wytężyłem wzrok, minęło kilka sekund i już mogłem dostrzec dziewczynkę. Dziewczynkę, która swoimi drobnymi ramionami oplotła małą główkę, dziewczynkę, która rozpaczliwie podkurczyła nóżki, która zaczęła głośno chlipać i pociągać noskiem. Cień stał kilka kroków dalej, zdjął ręce z uszu, otworzył oczy i spojrzał z przestrachem na Maggie. Ta zaś niepewnie odchyliła ramionka i podniosła głowę z ziemi, spojrzała na stwora. Była inna. Jej oczy emanowały krwistą czerwienią, a mimo to wciąż były tak niewinne. Zarówno ona jak i Cień wbijali w siebie nawzajem nieustępliwe spojrzenia. Czarna kreatura warknęła cicho pod nosem, dziewczynka słysząc to zmrużyła gniewnie oczy. Krzyknęła. Był to ten sam krzyk, który słyszałem przed chwilą. Tym razem jednak krótszy i bardziej przypominający ryk. Stwór słysząc to rozpaczliwie zasłonił uszy i zawył żałośnie. Odwrócił się i odbiegł zawodząc. Maggie przestała krzyczeć, spojrzała na krzaki, za którymi dopiero co zniknął Cień. Jej oczy zmieniły leniwie barwę z krwistoczerwonych na soczyście zielone. Wbiła swój niewinny wzrok w ciemność lasu. Usiadła po turecku na miękkiej trawie. 

A wokół niej powoli zanikała czerwona poświata.

 ---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak, więc pierwszy rozdział napisany! : ) 
W następnym jeszcze pociągniemy z dzieciństwem Maggie, potem powinna zacząć się jakaś akcja.
Zapraszam także do czegoś w stylu słowniczka, można tam będzie poczytać trochę o stworach przewijających się przez historię. Na razie będzie tam tylko Cień, ale z czasem 'słownik' ten wzbogaci się także w opisy innych kreatur. Inaczej mówiąc, owy słowniczek będzie aktualizowany na bieżąco. Tak samo jak zakładka 'bohaterowie'. Następny rozdział powinien pojawić się w ciągu trzech-czterech dni. Może nawet wcześniej : ) 
Do zobaczenia!

4 komentarze:

  1. Będziesz jeszcze pisać? :^

    OdpowiedzUsuń
  2. Będę, będę :D
    Rozdział prawie napisany, teraz tylko ostatnie poprawki.
    Na dniach będzie : )

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. O-otaku-chan...
    To ja, KaJu. Wybracz, że dopiero teraz. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, oprócz zapominalstwa. Przebrzydłego zapominalstwa...
    Jednak strasznie, strasznie się cieszę, że weszłam (w końcu)na twego bloga!:3333
    O mój borze i lesie -tematycznie-jakie ty tworzysz cudowne opisy, kobieto! *w*
    Pozwolę sobie zacytować:
    "...na puszystej, soczyście zielonej trawie...." -niemal poczułam na stopach jej dotyk i zobaczyłam ten żywy kolor! Matko jak ty się świetnie posługujesz epitetami!*-*

    "Wraz z nastaniem wiosny las powrócił do swej przedjesiennej świetności. Kwiaty rozpostarły swe kolorowe delikatne korony, wystawiając je dumnie ku słońcu. Drzewa zawzięcie bojowały z krzewami o to, które z nich głośniej szumi. Trawa opiekuńczo otulała zmarznięty jeszcze grunt. Ptaki rozgrzewały gardła po mroźnej zimie, a większość zwierząt rozprostowywała swoje zmęczone leżeniem kończyny." -tak slicznego opisu wiosny nigdy NIGDY nie czytałam. Jest taki prawdziwy, przemyślany i naturalny, że wręcz uderza swoim realizmem! Nie wspomnę już o tym, jak cudownie opisałaś Cienia. To, jak szczegółowo go zrobiłaś, jest niewiarygodne. Fakt, że potrafię go sobie wyobrazić, dokładnie tak, jak tego chciałaś (albo w większym stopniu) jest niesamowite.
    Naprawdę podziwiam Cię. Sposób, w jaki twój tekst oddziałowuje na czytelnika, jest świetny.
    Pozdrawiam i przepraszam~

    OdpowiedzUsuń